Travelo | Wild Atlantic Way. Początek
522
post-template-default,single,single-post,postid-522,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,side_area_uncovered_from_content,footer_responsive_adv,qode-child-theme-ver-10.1.1.1496142713,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive
 

Wild Atlantic Way. Początek

Wild Atlantic Way. Początek

Każda podróż musi posiadać swój leitmotiv, podobnie jak każdy leitmotiv ma swą podróż (bo gdy piszę te słowa przygrywa mi ścieżka dźwiękowa z „LA LA LAND’u”). Zazwyczaj jest to temat, który kreuje całą wędrówkę a bardzo często towarzyszy mu motyw muzyczny, który pojawia się w trakcie drogi. Gdy dziesięć lat temu płynęliśmy promem do Nynashamn, noc spędziłem na podłodze w sali TV, o piątej rano jakiś wycieńczony podróżny odpalił wiszący nad mą głową telewizor. I tak miałem okazję wysłuchać filmu „Skazany na blusa”, wysłuchać, bo nie miałem siły otworzyć oczu, wstałem dopiero w trakcie piosenki „Sen o Wiktorii” i przez luk promu zobaczyłem niesamowity widok rozświetlonego wschodzącym słońcem Bałtyku. Do końca życia chyba będę miał wdrukowany w świadomości ten widok towarzyszący dobiegającej z głośnika muzyce. Nie trudno zgadnąć co śpiewałem przez całą podróż po Szwecji i Danii.

Szukając leitmotiv’u podróży po Irlandii oglądałem zamki, celtyckie krzyże, puby aż trafiłem na wzmiankę o Wild Atlantic Way. Po kilku minutach wiedziałem, to jest to. Jedna z najdłuższych na świecie tras turystycznych, liczy bowiem niemal 2600 kilometrów i wiedzie wzdłuż zachodniego wybrzeża Zielonej Wyspy. Biegnie od półwyspu Inishoween na północy po miasteczko Kinsale na południu. W przebiegu trasy można wyróżnić cztery regiony: Northern Headlands, Surf Coast, Bay Coast, Cliff Coast, Southern Peninsulas i Haven Coast.

Dysponując limitem czasowym postanowiliśmy w naszej wędrówce przejechać dwa centralne odcinki Wild Atlantic Way a mianowicie zacząć od Ring of Kerry w Killarney a następnie kierować się na północ w stronę klifów Moher.

 

Gdy dotarliśmy do Killarney, przed wjazdem do miasta przywitały nas tablice informujące o startującym w tym dniu wyścigu Ring of Kerry Chiarity Cycle, to ogromna impreza rowerowa w której udział biorą tysiące irlandzkich rowerzystów. Jedni traktują to jako rywalizację inni jadą rekreacyjnie, chociaż chyba trudno mówić o rekreacji, kiedy do pokonania jest blisko 180 kilometrów, często w deszczu, pod wiatr i w niełatwym terenie. Nie odstrasza to jednak twardych potomków Celtów i na starcie stanęło w tym roku blisko 9 tysięcy uczestników. Startując w wyścigu wspiera się różnego rodzaju organizacje, a w tym roku szczególnie upamiętniono rowerzystów, którzy zginęli na irlandzkich drogach.

 

My do miasta dotarliśmy już po starcie, przejechaliśmy specjalnie na tę okazję udekorowanymi głównymi ulicami i dojechaliśmy na metę wyścigu, żeby bliżej przyjrzeć się organizacji tak wielkiej imprezy. Właśnie wszyscy czekali na pierwszych zawodników, najszybsi po chwili wpadli na metę. Widać było po ich twarzach, że nie było łatwo. My postanowiliśmy również przygotować się do startu i po zakupieniu okolicznościowych strojów właśnie siadaliśmy na rowery, gdy jeden z organizatorów zapytał nas, jaką droga kierujemy się na Pętlę Kerry? Niestety okazało się, że nasz plan jest niemożliwy do realizacji, gdyż właśnie naszą trasą, naprzeciw nam wyjeżdża tysięczny tłum cyklistów. I zasugerował nam, żeby jednak pojechać z prądem czyli w kierunku Killorgun a nie jak planowaliśmy Kenmare.

Cóż było robić, ruszyliśmy więc na Wild Atlantic Way trochę nie w tym kierunku co planowaliśmy. Ale były też spore korzyści tego rozwiązania, w związku z imprezą większość dróg była zablokowana a na otwartych odcinkach ruch był niewielki, bo i tak nie można było przejechać całej pętli samochodem. A z informacji w przewodnikach było wiadomo, że w okresie wakacyjnym jedzie się na Ring of Kerry w towarzystwie masy zmotoryzowanych turystów.

Oznakowania Wild Atlantic Way jest bardzo dobre. Ponieważ droga mocno kluczy i często zjeżdżając do znajdujących się w pobliżu atrakcji można zbłądzić, wprowadzono system, który ma nam pomóc w orientacji. Mianowicie na brązowych tablicach drogowych, oprócz logo szlaku i jego nazwy znajduje się litera N lub S w nawiasie, informuje nas ona o tym czy poruszamy się drogą na północ lub południe. Nie ukrywam, że w kilku momentach nam się to przydało.

Ruszamy więc! Jak przystało na irlandzkie klimaty, niemal w tym samym momencie, gdy zobaczyliśmy pierwszą tablicę z oznaczeniem naszej trasy, zaczęło padać, potem siąpić a następnie lać. I taka deszczowo-mglista pogoda miała nam towarzyszyć niemal przez całą naszą podróż przez Wild Atlantic Way. Bo w sumie głupio byłoby przywieźć do domu fotki jak z przewodnika – słonko, krótkie rękawy i majaczące w oddali stada roześmianych krówek. „Nie narzekać” to pierwsza zasada, bowiem jak mówi irlandzkie meteorologiczne powiedzenie – „Jeśli nie podoba Ci się pogoda, poczekaj pięć minut”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz