Travelo | BRowerowy początek.
471
post-template-default,single,single-post,postid-471,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1300,side_area_uncovered_from_content,footer_responsive_adv,qode-child-theme-ver-10.1.1.1496142713,qode-theme-ver-10.1.1,wpb-js-composer js-comp-ver-5.0.1,vc_responsive
 

BRowerowy początek.

BRowerowy początek.

Dlaczego „Drogi Europy”? Piętnaście lat temu wraz z moim kumplem Romanem spakowaliśmy rowery i wyruszyliśmy w stronę Pragi. Idea rowerowego podróżowania zrodziła się na naszym wspólnym rodzinnym wyjeździe w Bieszczady, na dwóch lekko zużytych rowerach przejechaliśmy kilka przłęczy, w tym kultowy dla nas podjazd w kierunku Wołkowyji, gdzie na drodze i rowerze powiesiłem wszystkie psy. Ale coś zaiskrzyło. Po roku z piętra ząbkowickiej Pierzei znieśliśmy nasze pierwsze wyprawówki i ruszyliśmy w kierunku Srebrnej Góry a po 48 godzinach rozbijaliśmy się na polu rzepaku niepodal Czarnego Mostu w Pradze. Bolało mnie wtedy wszystko, padłem ze zmęczenia nie jedząc kolacji na karimatę i wpasowując się pomiedzy łodygi solidnie nawożonego czeskiego rzepaku, myślałem „za jakie grzechy”?

Po powrocie z Pragi nie byłem pewny czy to jest to o co mi chodzi, w miarę upływu czasu rany cielesne i mentalne się zabliźniły i zaczęliśmy planować kolejny wypad. Pojawił się profesjonalny, kupiony w lumpeksie strój rowerowy, zmodyfikowaliśmy ekwipunek, potrenowaliśmy w celu przyzwyczajenia pewnej części ciała do wielogodzinnej jazdy na rowerze i z początkiem kolejnych wakacji ruszyliśmy w kierunku Bratysławy. Start tym razem z Krakowa. Przejazd przez Pieniny, pierwsze ostre podjazdy z sakwami w górach, Spiski Hrad, Lewocza, było rewelacyjnie! I tu nadszedł dzień próby, chyba piatego dnia podróży dojechaliśmy do Bańskiej Bystrzycy, zbierało się na deszcz, gdy zapadała noc zaczęło solidnie padać, gdzieś za miastem w nocy rozbijaliśmy namiot. Lało zdrowo, namiot swoje lata miał i puszczał wodę każdym szwem, podłoga z solidnego nylonu trzymała wszystko co górą się nalało, a że spaliśmy na skarpie w dole namiotu był basen. Jedyna nadzieja w spaniu na górze. Niestety nowatorskie rozwiązanie w postaci alumaty sprawiało, że śpiwór elegancko po niej zjeżdżał w stronę naszej małej sadzawki. Nocka sprowadzała się do tego, że zapakowany w mokry śpiwór zjeżdżałem do wody, następnie wspinałem się w górę, po czym następował powolny zjazd i … tak niemal do świtu.

Rano cały zamoczony majdan wywaliliśmy na rowery. Z nadzieją spoglądałem w niebo, że może w końcu wyjrzy słońce. I wyjrzało. Wtedy do mnie dotarło, że to jest to, czego szukam, pokonywanie swoich słabości, zmęczenia, zwątpienia i wtedy zza zakrętu wyłania się cudowne miejsce, zaczyna się szalony zjazd w dół, po ciężkiej nocy wstaje niewiarygodny, rześki, nowy dzień. Tak zaczęła się nasza rowerowa podróż przez Europę.

Dziś szykujemy się do naszej piętnastej podróży, tym razem przez Irlandię, cel to przejechanie części Wild AtlanticWay, która prowadzi przez całe zachodnie wybrzeże wyspy. Ale to chyba tylko kierunek, a prawdziwy cel jest zupełnie inny.

Brak komentarzy

Napisz komentarz